Przejdz

Anna Sudrzyk Mistrzynią II Dyktanda Skawińskiego

19 lutego 2017Aktualności

Za nami II Dyktando Skawińskie zorganizowane przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Skawinie we współpracy ze skawińskimi szkołami: Liceum Ogólnokształcącym oraz Szkołą Podstawową nr 2. Tegoroczne dyktando objęte zostało patronatem honorowym Burmistrza Miasta i Gminy Skawina.

Dyktando odbyło się w sobotę 18 lutego br. w szkolnej sali sportowej przy Liceum Ogólnokształcącym. Wzięło w nim udział 77 uczestników  w różnym wieku – najmłodszy miał 10 lat, najstarszy 73!

Tuż po godz. 15.00 uczestników przywitała Anna Szatko, zastępca dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej w Skawinie, inicjatorka i koordynatorka dyktanda, objaśniając jego najważniejsze zasady. Przed rozpoczęciem odczytywania tekstu kilka słów do uczestników skierował Przewodniczący Rady Miejskiej w Skawinie Witold Grabiec.

Tegoroczne dyktando nosiło tytuł “O tym, jak rozrabiaka zwany Żulikiem z pomocą Żelka postanowił wziąć się nareszcie do nauki” i było zabawnym opowiadaniem o koleżeńskiej pomocy przy nauce. Tekst dyktanda zaprezentowała Joanna Gądek.

Uczestnicy dyktanda chwalili jakość tekstu przygotowanego przez dr. Macieja Malinowskiego – Mistrza Ortografii, pracownika naukowego Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, autora popularnego bloga poświęconego zasadom ortografii i felietonisty tygodnika “Angora”. Dr Malinowski i w tym roku postarał się, aby tekst nie był przesadnie trudny, ale też nie należał do najłatwiejszych (prezentujemy Państwu ten tekst na końcu niniejszego artykułu).

Po zakończeniu dyktanda autor omówił szczegółowo tekst, a następnie wygłosił wykład pt. “Czy ortografia jest dzisiaj komuś potrzebna?”.  W oczekiwaniu na ogłoszenie wyników odbył się konkurs ortograficzny, w którym odpowiadając poprawnie na językowe zagadki, można było zdobyć nagrody.

Po około dwóch godzinach pracy jury w składzie: Dominika Banaś, Aleksandra Barczyk, Katarzyna Bychawska, Ewa Jurek, Krystyna Karelus, Karolina Opatowicz, Anna Pląder, Iwona Sajdak, Karolina Tyrała, Joanna Węgrzyn, Katarzyna Woźniczka-Baran wyłoniło prace o najmniejszej liczbie popełnionych błędów ortograficznych oraz interpunkcyjnych.

Zwyciężczynią II Dyktanda Skawińskiego, Mistrzynią Ortografii A.D. 2017 została pani Anna Sudrzyk, która otrzymała nagrodę główną w postaci czytnika e-booków Kindle Paperwhite 3. Mistrzyni nagrodę odebrała z rąk autora dyktanda dr Macieja Malinowskiego. Aby zostać tegorocznym mistrzem można było popełnić 10 błędów ortograficznych.

I Wicemistrzynią Ortografii została pani Magdalena Oczek, która w nagrodę otrzymała kartę podarunkową do jednej z sieci księgarskiuch o wartości 250 zł.

II Wicemistrzynią Ortografii została pani Joanna Popielarz-Kurowska (nagroda to karta podarunkowa do sieci księgarskiej o wartości 150 zł).

Nagrody dla wicemistrzyń wręczył Michał Grzeszczuk, dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Skawinie.

Organizatorzy przyznali również nagrody dla najlepiej napisanego dyktanda w trzech kategoriach:

  • uczniów szkół podstawowych – nagroda przypadła Weronice Gurby
  • uczniów gimnazjów – nagroda trafiła do Anastazji Spólnik
  • uczniów szkół średnich – nagrodę otrzymał Szymon Kurowski

Nagrody wręczali: Adam Łukasik, dyrektor Liceum Ogólnokształcącego w Skawinie, Halina Buchowska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 2 w Skawinie oraz Ryszard Majdzik, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Skawinie.

Ubiegłoroczne dyktando było dużym wydarzeniem lokalnym i okazało się sukcesem organizacyjnym, dlatego poprzeczka przed tegorocznym była ustawiona wysoko. Wszystko wskazuje, że i w tym roku możemy mówić o sukcesie!

Sponsorami dyktanda byli: ZPH Frezwid; Henwal Spółka z.o.o.; Urząd Miasta i Gminy w Skawinie.

O informacje promujące przedsięwzięcie zadbali patroni medialni: Dziennik Polski, Radio WAWA, Skawina24, skawinska.pl, Gazeta Skawina, TV Skawina, Kropka-Gazeta Twojej Dzielnicy.

Serdecznie dziękujemy wszystkim uczestnikom, sponsorom i partnerom. III Dyktando Skawińskie za rok! Serdecznie zapraszamy już teraz.

Podziękowania należą się również podopiecznym z Zespołu  Placówek  Edukacyjno-Opiekuńczo- Wychowawczych  w  Wielkich  Drogach, którzy wolontaryjnie pomogli przy pracach przygotowawczych do imprezy.

Informujemy, iż wgląd do własnego tekstu dyktanda będzie możliwy od 22 lutego do 28 lutego 2017 r. w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Skawinie, po wcześniejszym zgłoszeniu.

Poniżej – dla wszystkich nieobecnych – podajemy pełny tekst dyktanda.

 

O tym, jak rozrabiaka zwany ”Żulikiem” z pomocą Żelka postanowił wziąć się nareszcie do nauki

 „Jak by to sprytnie wywieść w pole, otumanić, a tym samym co nieco ujarzmić tę nowo przyjętą do klasy hałastrę rozrabiaków, którzy bez krzty skrupułów i zahamowań nie tylko w ogóle się nie uczą, ale przede wszystkim przeszkadzają w prowadzeniu lekcji wystraszonym nie na żarty nauczycielom?” –  rozmyślał co dzień, zazwyczaj po siedmioipółgodzinnych lekcjach w szkole, Żelisław, wracając do domu.

Nie mógł już dłużej znieść zuchwałego i nierzadko chamskiego zachowania tej hołoty, która prawie że na każdej lekcji chichrała się wniebogłosy, a na koniec myślała jedynie o tym, jak zachachmęcić to i owo z pracowni szkolnej. Naprawdę wydawało się, że tej zgrai nie poskromi już nikt i nic. Ci chojracy nazywali samych siebie „hedonistami”, gdyż wyczytali w Wikipedii, że tacy ludzie spędzają co najmniej połowę – jeśli nie więcej – żywota na rozmaitych extraprzyjemnościach, superzabawach i nicnierobieniu.  Wcześniej zdaje się tego określenia nie znali, myśleli, że „hedonizm”  musi mieć związek z anglicyzmem „head” oznaczającym „głowę”…

Nie przemawiały do tych hultai (albo hultajów) żadne argumenty, że w przyszłości  taka nie najlepsza postawa życiowa w okresie późnomłodocianym mocno się na nich zemści, że staną się ludźmi drugiej, a może trzeciej kategorii, głupolami do entej (albo n-tej) potęgi, że na próżno i nadaremnie będą szukać słodziutkiej jak miód malina cud-partnerki życiowej i nie założą żadnej rodziny, że ominie ich nieszablonowa, arcyciekawa praca.

Niestety, niestraszne były tej „bandzie czterech”, jak ją potocznie nazywano, wszelkie przestrogi. Wszyscy w klasie pocieszali się  jedynie tym, że niezadługo koniec roku szkolnego i rozrabiacy na mur-beton nie otrzymają promocji do następnej klasy.

Żelek wiedział, że w grupie tych łotrów jest chłopak trochę inny niż pozostali, zwany przez nich „Żulikiem”. Rzecz jasna, trzymał z kumplami, ale kiedy się z nimi rozstawał, od razu się zmieniał i stawał jak gdyby innym człowiekiem. Z jego twarzy znikał wówczas głupi uśmieszek, za to pojawiał się na niej smutek. Niekiedy długimi godzinami chłopak przesiadywał nad brzegiem Skawinki,  nie gdzie indziej, wpatrując się w jej żwawy nurt.

„Żulik” kochał nad wyraz psy, pomagał ludziom starszym i schorowanym, opuszczonym przez dzieci. Nieliczni wtajemniczeni wiedzieli, że przyjechał jakichś pięć lat temu z mamą do Skawiny z Hyżnego, niewielkiej miejscowości w Podkarpackiem, w powiecie rzeszowskim, gdzie przez kilkanaście lat mieszkał, ale urodził się w Prószkowie na Opolszczyźnie.

W domu się nie przelewało, mama pracowała jako sprzątaczka, lepiej starczało zatem na opłacenie niewielkiego trzydziestopięcioipółmetrowego mieszkania i mediów. Ojciec „Żulika” wyjechał za granicę, kiedy ten skończył osiem lat. I nigdy się już z tej zagranicy nie odezwał.

Nieraz więc Żelek zastanawiał się, czyby nie pomóc koledze w nauce i nie porozmawiać z nim o trapiących go kłopotach. Pewnego razu odważył się i zapytał go wprost:

– „Żulik”, czy weźmiesz się w garść i pokażesz, co potrafisz? Zacznijżeż  się wreszcie bardziej przykładać do nauki, bo stracisz rok!

– A pomożesz mi Żelku? – wydusił z siebie nieśmiało kolega.

– Jasne, wpadnijżeż do mnie pojutrze po południu. Powtórzymy najpierw trochę materiału z majcy – ucieszył się Żelek.



Inne wpisy: