Przejdz

„Czerwona królowa” V. Aveyard

01 października 2017Książka miesiąca

Drodzy Czytelnicy! Poznajcie Katniss Everdeen w wersji 2.0!
Nie da się ukryć, że po publikacji „Igrzysk śmierci” rynek wydawniczy „zalały” literackie dystopie. Mniej lub bardziej udanie (najczęściej mniej…) wpisywały się w prosty schemat: autorytarna władza, podział klasowy na „lepszych” i „gorszych”, wyzysk, bieda, głód oraz nieunikniona rebelia uciemiężonych obywateli. Czy w takim razie potrzebna jest kolejna antyutopijna powieść? Czy jest jeszcze szansa wymyślić „coś nowego”, czego jeszcze w tej tematyce nie było? I po co w takim razie w ogóle otworzyłam tę książkę, a teraz „zawracam nią gitarę” innym osobom. Odpowiedź jest prosta: bo lubię!

Lubię lektury, w których tworzona jest nowa, alternatywna rzeczywistość. Świat całkowicie „oderwany” i abstrakcyjny, a równocześnie tak realny i bliski temu, co nas otacza (chociaż próbujemy temu gorąco zaprzeczać – nie wchodźmy jednak w politykę). A dodatkowo, jako fanka „Igrzysk śmierci” wielokrotnie próbowałam znaleźć godnego następcę (nie naśladowcę!) pierwowzoru – bezskutecznie. Tym razem zachęciły mnie dwie rzeczy: okładka i portal lubimyczytać.pl, na którym w 2015 roku „Czerwona królowa” zdobyła pierwsze miejsce w kategorii fantastyka/fantasy. Jako osoba ciekawa (nie mylić ze wścibską ) musiałam sprawdzić, o co tyle szumu. Efekt? Kilka godzin wciągającej lektury.

Po tym niezbyt krótkim wstępie przejdę do meritum. Początek „Czerwonej królowej” wzmagał mój sceptycyzm. Wolny rozwój akcji oraz za mocne skojarzenia z „Igrzyskami” wzbudzały obawy. Na szczęście autorka w porę zorientowała się, że tworzy kalkę i zaczęła pisać własną powieść. I chwała jej za to! Bohaterka książki, Mare Barrow, żyje w państwie zamieszanym w wojenną zawieruchę, w którym społeczeństwo dzieli się wedle koloru krwi na Srebrnych i Czerwonych. Pierwsi są grupą rządzącą, uprzywilejowaną i bogatą. Drudzy to ich „wyrobnicy”, każdego dnia walczący o przetrwanie i „jakie-takie” życie (bo o godnym nikt z nich nawet nie myśli). Dodatkowo, osoby urodzone ze srebrną krwią posiadają paranaturalne dary – moce władania żywiołami, pierwiastkami i materiałami. Coś w rodzaju komiksowych i filmowych X-menów, tylko osadzonych w antyutopijnej rzeczywistości. Oczywiście, jak łatwo się domyślić, coś jest „nie tak” z główną bohaterką. Mimo przynależności do grupy Czerwonych objawia pewne zdolności. Jak to możliwe?

Okazuje się, że w książce Victorii Aveyard nic nie jest czarne i białe, dobre i złe. Stworzone przez nią uniwersum jest pełne różnorodnych szarości. Jednoznaczna jest wyłącznie panująca tam niesprawiedliwość społeczna. Jednak bohaterowie, ich decyzje, poszczególne sytuacje w jakich się znajdują? Szarość. Ciężko „rozpracować” poszczególne postaci, a także stworzyć sobie o nich zdanie, wyrobić opinię. Lubimy danego bohatera, czy nie? To właśnie ta wielowarstwowość postaci i ich realizm mnie ujął. Nic nie jest proste, łatwe. Wszystko ma plusy i minusy. A prawda leży zazwyczaj gdzieś po środku.

Komu polecam „Czerwoną królową”? Wszystkim fanom „Igrzysk śmierci” – macie szansę przeczytać coś w podobnym klimacie, lecz nie kserokopię. Czytelnikom, którzy cenią sobie mocne i realistyczne charaktery – bohaterowie nie mają nic wspólnego z bajkowymi ideałami. Osobom zupełnie nieznającym dystopii – to dobry start i sprawdzenie, czy ten rodzaj literatury Wam odpowiada. I wreszcie wszystkim tym, którzy chcą przeczytać książkę z gatunku fantastyki z dobrą fabułą, ciekawą przygodą i uniwersalnym tematem walki dobra ze złem.

„Czerwona królowa” to bardzo przyzwoity wstęp do kolejnych (dwóch) tomów – miejmy nadzieję, że nie okaże się falstartem i reszta serii utrzyma poziom. Mnie do siebie przekonała!

 

Polecam,

Joanna Węgrzyn

Miejska Biblioteka Publiczna w Skawinie



Inne wpisy: