Pani wody / Marcin Szczygielski

W latach 70. Philip K. Dick, wpływowy amerykański pisarz science fiction, napisał do FBI list, w którym zadenuncjował… Stanisława Lema. Twierdził, że „Lem” to kryptonim specjalnej jednostki wywiadu komunistycznego. Miało ją tworzyć kilkunastu pisarzy (wystarczy sprawdzić, jak różnorodne stylistycznie są teksty podpisywane nazwiskiem Lema), a działać w celu ideologicznego zawładnięcia amerykańskimi czytelnikami.

Ja natomiast niniejszym denuncjuję Marcina Szczygielskiego: to nie może być jeden człowiek i zdecydowanie potrafi zawładnąć czytelnikami, zwłaszcza młodymi! Od kilkunastu lat pisze minimum jedną książkę rocznie (najczęściej 2-3, i to nie wliczając sztuk teatralnych) i każdego roku za twórczość dla dzieci i młodzieży zdobywa mnóstwo nagród literackich. A jest przecież również grafikiem i redaktorem czasopism!

I tak w 2019 wydał 5. tom z serii „Czarownica piętro niżej” (to świetny, przezabawny fantastyczno-przygodowy cykl dla dzieci od lat 6) oraz powieść dla młodszych nastolatków pt. „Królowa wody”, która – sądząc z otwartego zakończenia – doczeka się kontynuacji. Piękna okładka tej ostatniej powieść zachęca do lektury.

Główną bohaterką „Królowej wody” jest Aga, nastolatka, która mimo wakacji ma strasznie dużo na głowie. Po pierwsze, nowy związek jej mamy wszedł w fazę „wicia gniazda”. Po drugie, wspólne „gniazdo” będzie wite w wielkim, starym, rozpaczliwie potrzebującym generalnego remontu domiszczu na odludziu („całe 40 km od Warszawy bez wi-fi” – równie dobrze mogliby się przeprowadzić na Marsa). Po trzecie i najgorsze, przy okazji zyskała też „brata” Aleksa, który zdaniem Agi jest tępy i nieznośny.

Przeprowadzka i przyśpieszone formowanie się nowej rodziny oznacza mnóstwo kłopotów praktycznych i tarć personalnych. Jakby tego było mało na terenie posesji zaczyna dochodzić do niewytłumaczalnych incydentów… Akcja nabiera rozpędu i gna aż do wielkiego finału. Młodociany czytelnik, zwłaszcza ten „zepsuty” przez Maleszkowy cykl „Magiczne drzewo”, gdzie nie ma miejsca na oddech, będzie usatysfakcjonowany.

Zadowoleni z lektury będą również fani „Baśnioboru” Brandona Mulla („Królowa wody” zdecydowanie przypomina klimatem pierwszą część cyklu amerykańskiego autora) i oczywiście wielbiciele książek Szczygielskiego, którzy odnajdą tu znajome motywy. Ponownie dostajemy mieszankę rodzinnych sekretów i nadprzyrodzonych wydarzeń oraz galerię typowych dla prozy Szczygielskiego postaci: bystrych i wścibskich dziewczynek, bardzo mądrych (i bardzo irytujących) starszych pań oraz nieco zagubionych dorosłych, którzy wolą nie dostrzegać tej strony rzeczywistości, która nie licuje z zasadami fizyki, logiki i prawdopodobieństwa.

Dorosłego czytelnika może mierzić zbyt gruba kreska, jaką nakreślono bohaterów, oraz to, jak bierni i nieporadni są w tym całym bigosie dorośli. Docelowi czytelnicy (12-14 lat) nawet jeśli zauważą te mankamenty, to pewnie im tylko przyklasną.