Koniec wakacji już za rogiem! Na horyzoncie widać ciepłe koce i herbatę…🍂

To dobry moment na ogłoszenie wyników e-WAKACYJNYCH konkursów! Cieszymy się, że tak licznie braliście udział w naszych zabawach. Nie przedłużając… Poniżej lista zwycięzców 👇


📚 UMIEJSCOWIENI W KSIĄŻCE
🥇 Joanna Czekaj-Jakubowska: 14 pkt
🥈 Monika Rojek: 13 pkt
🥉 Katarzyna Łabędź: 9 pkt


👧 DZIECI MAJĄ GŁOS!
🥇 Monika Cichowlas: 13 pkt
🥈 Agnieszka Massalska: 10pkt
🥉 Renata Abramska 4pkt


Gratulujemy i zapraszamy po odbiór nagród do siedziby Biblioteki Głównej (Skawina, ul. W.Sikorskiego 18) 😉
Nie zapominajmy o naszej zabawie ✍️ O! POWIEŚCI, dzięki której powstała nietuzinkowa i zaskakująca historia 🤩 Chcieliśmy wyróżnić szczególnie jedną autorkę, która zdecydowanie pociągnęła cały tekst do przodu 😉 Pani Urszulo, zapraszamy po, w pełni zasłużoną, nagrodę! 🏅

A niżej przedstawiamy nasze wspólne dzieło:

O!Powieść

Dawno, dawno temu moją pra, pra, pra babkę chciano spalić na stosie jako czarownicę. Za co? Oczywiście za wiedzę! A dziś JA – jej nieodrodna potomkini… Pochylam się nad porannym znaleziskiem. Mierzeję Wiślaną otula poranna mgła, w oddali widać zgromadzony tłum gapiów. Ciekawe czy moje znalezisko ma coś wspólnego z trupem komisarza Felka? – przemknęło mi przez myśl…
– Niemożliwe! Wyobraźnia płata mi figla. Co wspólnego miałoby mieć ciało szanowanego w całym mieście policjanta, z leżącą na trawie złotą broszką w kształcie skarabeusza? Mimo wszystko podnosiłam ozdobę czując niewytłumaczalny niepokój… Czyżby intuicja mojej przodkini dawała o sobie znać? Broszka nie była jeszcze całkiem zimna, a to może oznaczać tylko jedno – rozstała się z właścicielem niedawno. Przedmiot wydaje mi się dziwnie znajomy. Mimo obaw wrzucam ją do kieszeni. Kieruję się w stronę zgromadzonej grupy. Co mogło się wydarzyć? Jeszcze wczoraj minęłam się z Komisarzem na ulicy. Szybkie, chłodne spojrzenie jakim mnie obdarzył, przyprawia mnie o dreszcze nawet teraz.

– Apolonia? – usłyszałam nagle pytanie zza pleców.

– Pola – odpowiedziałam odruchowo. – Czy my się znamy? – Zaskoczona spojrzałam na niską staruszkę, zupełnie niepasującą do otoczenia.

– Chodź. Tylko szybko. Nie guzdraj się! – kobieta odwróciła się i wyszła, nie patrząc za siebie. Po raz kolejny jakiś wewnętrzny głos kazał mi, wbrew rozsądkowi, posłuchać jej niezbyt uprzejmego polecenia… Szła szybkim krokiem, całkiem żwawo jak na swój wiek. Siwy kosmyk włosów swobodnie spływał po karku. Coś mocno przyciągało mój wzrok. To skarabeusz! Ogarnął mnie niepokój. Co robi ten tatuaż na jej karku?! Odruchowo sięgnęłam do kieszeni, broszka nadal tam była.

– Zaintrygował Cię mój tatuaż, czy broszka? – spytała staruszka, wpatrując się we mnie swoimi piwnymi oczyma…
Wbity we mnie wzrok staruszki, bardzo mnie drażnił. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Broszka w kieszeni dziwnie mnie łaskotała. Chwyciłam ją w dłoń i wyciągnęłam. Skarabeusz zaczął mienić się zielonym światłem. Krzyknęłam ze zdumienia. Staruszka popatrzyła na mnie, później na kamień. Lekko drgnęła jej lewa brew.

– Szybko, schowamy się tutaj – krzyknęła popychając mnie w drzwi jednej z mijanych kamienic.
Złapałam równowagę, by nie upaść. W korytarzu panował półmrok, staruszka poruszała się tak sprawnie, jakby jej to nie przeszkadzało. Weszła na półpiętro stanęła przed wielkim oknem. Miałyśmy się schować (nie wiadomo wprawdzie przed czym). Schować a nie stać na widoku! – skarciłam ją w myślach. W odpowiedzi usłyszałam:

 – Nikt nie zawraca uwagi na gapiące się z okna staruszki, nawet Ty.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, usłyszałam:

– Co wiesz na temat komisarza Felka?… Długoletni, szanowany policjant. Zawsze nienagannie ubrany, pracował nad sprawami, które innym sprawiały trudność. Staruszka popatrzyła na mnie – Nie o to pytam! Co W I E S Z ? Wykorzystaj wzrok, intuicje, emocje, szczegóły, zinterpretuj. Uporządkuj myśli – zachęciła łagodnie.

– Wzrok – szepnęłam… Posiwiał, zaciśnięta szczęka, zgarbione plecy, głowa wtulona w ramiona, wzrok wbity w szklane drzwi, głęboka bruzda na czole. Intuicja. Coś go bardzo trapiło, zmienił się w ostatnich tygodniach. Myśli zaczęły krążyć coraz szybciej. Emocje. Strach, smutek, troska, nikły uśmiech na twarzy. Szczegóły, kubek z kawą na biurku, nie pił kawy!!! Zaraz, co jeszcze. Pamiętam było coś jeszcze, coś co nie pasowało. Skarabeusz, w tarczy zegarka… Cały komisariat żartował, że to prezent z egipskich wakacji.

– Zinterpretuj – zachęciła, uśmiechając się.

 – Był zmartwiony. Sprawa nad którą, pracował spędzała mu sen z powiek. Nie rozmawiał ze mną o niej, mimo, że wcześniej często konsultował swoje sprawy. Jego zatroskany wzrok skierowany w szklane drzwi, wpatrywał się w moje odbicie! – niemal wykrzyknęłam. Martwił się o mnie! Dlaczego o mnie? Zapytałam retorycznie. Zorientowałam się właśnie, że rozmawiałam ze staruszką, nie wypowiadając ani słowa.

– Co się ze mną dzieje? – pomyślałam, czując że zaczynam panikować.

– Weź dwa głębokie oddechy i przestań się wygłupiać – powiedziała staruszka. – Młodzi to teraz tacy wrażliwi… – mruknęła pod nosem. Nie wiem, co dotknęło mnie bardziej, jej brak przejęcia moim samopoczuciem, czy potraktowanie jakbym miała 15 lat. Postanowiłam nie wnikać w szczegóły i zadać fundamentalne pytanie:

– Kim jesteś i o co w tym wszystkim chodzi?

-Wszystko w swoim czasie, aleś ty ciekawska. Nazywają mnie Bona – odpowiedziała cały czas patrząc na ulicę. Po imieniu nikt już do mnie nie mówi. Chyba tak się dzieje z upływem czasu. O co w tym wszystkim chodzi? Powtórzyła moje zdanie jakby z zamyśleniem. Dowiesz się wkrótce, a teraz biegiem na dół i szybko wsiadamy do tego czerwonego garbusa. Chyba musiałam oszaleć ale coś mnie pchało na dół. Wsiadłyśmy do garbusa. Całkiem zadbanego jak na taki zabytek. Nie zdążyłam zadać żadnego pytania gdy odezwał się piegowaty szofer:

– Alfred jestem! Zapiąć pasy! Odwrócił się do Bony uśmiechnął czule i najłagodniej jak potrafił powiedział  – przyjmij wyrazy współczucia, każdemu z nas pęka dzisiaj serce.

Nie miałam pojęcia o czym mówią. Musiałam mieć tępy wyraz twarzy, bo szofer wbił we mnie swoje zielone oczy i oznajmił:

-Komisarz to syn Bony.

Zrobiło mi się słabo…Nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. Komisarz martwił się o mnie, nic mi nie mówił. Czy coś grozi teraz mnie? I kim jest zwariowana staruszka? Jedyny trop to skarabeusze, miałam dziwne wrażenie, że to wskazówka, która doprowadzi nas do rozwiązania zagadki. Tylko gdzie szukać? Zegarek, broszka, tatuaż? Wiem! W oko wpadł mi laptop, sięgnęłam po niego, z kieszeni wyjęłam portfel a z niego kartę biblioteczną. Laptop… – Zbeształam się w myślach. Komisarz miał jedną, jedyną wadę – elektroniki się nie tykał. Taaak – “Mitologia Egiptu”, “Tajemnica Zielonego Brulionu”. Coś jeszcze ostatnio miał dziwnego na biurku. Nie potrafiłam sobie przypomnieć. Pewnie to przez wydarzenia z ostatnich godzin. Karta biblioteczna – to chyba nowy i najlepszy trop. Zobaczymy co wypożyczał ostatnio.

Szłam ulicami miasta, trochę jakby nieobecna. Cały czas w uszach mi brzmiało: Komisarz to syn Bony. Intuicja mi podpowiadała, że… Nim dokończyłam myśl stałam już przed drzwiami biblioteki. Weszłam, dźwięk zamykanych drzwi zawsze mnie uspokajał. Zobaczyłam za biurkiem znajomą twarz, która uśmiechnęła się szeroko na mój widok.

-No w końcu jesteś dziewczyno – powiedziała. Nie spodziewałam się takiego powitania. – Ktoś zostawił coś tutaj dla Ciebie – powiedziała podając mi do ręki kartkę. Z jednej strony wyraz “zaskrob” a z drugiej strony znajdowały się jakieś tajemnicze gryzmoły:

. . _ .

. _

. _ .

. _

_ _ _

_ .

. . . _ _

_ _ . . .

. . . . _

– Co…? – pomyślałam wpatrując się w kartkę i odchodząc od bibliotekarki. Anagram, fotografia, kod Morsea? – tak, to mógł wymyślić tylko komisarz.

–  Miłego odczytywania zagadki – usłyszałam. Odwróciłam się, żeby coś odpowiedzieć, ale bibliotekarki już nie było. Robi się coraz ciekawiej – pomyślałam.

Szybkim krokiem poszłam w kierunku domu. Weszłam do mieszkania, przekręciłam zamek w drzwiach. Na podłodze leżała koperta, którą ktoś wcisnął pod drzwi. Wzięłam ją do ręki. Zwykła biała, nic szczególnego. Położyłam na stole. Najpierw anagram, potem zdjęcie i kod Morsa, na końcu koperta – porządkowałam swoje działania w myślach.

Przeczesując zasoby internetu, szybko znalazłam to, czego potrzebowałam:

1. Brosza

2. Kruszczyca złotawka- to zdjęcie

3. Faraon 374

Myśli kłębiły się coraz bardziej niespokojnie. Co to wszystko znaczy ? Wszystko w swoim czasie – usłyszałam głos. Obejrzałam się nikogo nie było w pokoju. Sięgnęłam po kopertę. Wyciągnęłam z niej zaproszenie, które natychmiast wypuściłam z dłoni. Serce zaczęło mi bić coraz szybciej. Jak to możliwe?! Łzy napłynęły mi do oczu. Usłyszałam ciche pukanie. Otarłam oczy i idąc w kierunku drzwi mocno ściskałam gardło by się nie rozpłakać. Przede mną stał piegowaty szofer Bony.

– Gotowa ? – zapytał

– Na co ? – odpadłam zaskoczona.

– Czas chyba byś poznała, o co w tym wszystkim chodzi…

Szofer odsunął się na bok, wpuszczając do środka kolejne osoby: Bonę, bibliotekarkę, barmankę i… komisarza Felka.

– Co, do… – zaczęłam, ale do pokoju bezceremonialnie władowała się moja najlepsza przyjaciółka.

– NAJLEPSZEGO! – krzyknęła, celując we mnie aparatem swojego telefonu.

Nim zdążyłam ochłonąć, wszyscy rzucili się składać mi życzenia, ściskać, całować z dubeltówki i bardziej namiętnie, a obok mnie na stole rósł stos prezentów. Wciąż ktoś przychodził, rodzina, przyjaciele gwar się wzmagał, aż wreszcie do pokoju wjechał stolik, a na nim ogromny tort ociekający czekoladą, zwieńczony trzydziestoma palącymi się świeczkami…